
W skrócie dla tych, którzy nie lubią długich lektur
iPhone SE (2020) to urządzenie pełne przeciwieństw i zaskoczeń. W obudowie, która zadebiutowała w Apple w 2014 roku umieszczono procesor z 2019 roku. Na szczęście prezentując taniego (jak na urządzenia tej marki) nie zrezygnowano z większości praktycznych rozwiązań, które pojawiły się niedługo wcześniej: nie brakuje więc opcji bezprzewodowego ładowania, wodoszczelności, NFC, dualSIM (chociaż w tym przypadku jedna karta musi być w formie eSIM). Nie ma za to opcji odblokowywania twarzą (jest za to TouchID), obsługi 5G, a aparat odstaje od konkurencji z tej półki cenowej.Po ponad roku z tym iPhone muszę docenić, że kompromisy na które poszło Apple prezentując to urządzenie, nie wpływają mocno na jego obsługę. iPhone SE daje dostęp do wszystkich technologii Apple, a procesor z iPhone 11 zapewnia szybką pracę urządzenia i to przez najbliższe kilka lat. W AppStore jest więcej fachowych aplikacji niż w Google Play, jednakże obsługa tych zaawansowanych na małym ekranie jest mało komfortowa. Mały ekran wiąże się też z małą baterią, więc trudniej jest wytrzymać dzień bez ładowania. Sytuację ładuje możliwość szybkiego ładowania, pozwalająca naładować pierwsze 50% baterii w ciągu 30 minut - nie mniej trzeba kupić samodzielnie ładowarkę, bo tej nie ma w zestawie. Telefon można też ładować bezprzewodowo, trwa to dużej.
Urządzenie sprawdzi się więc doskonale u osób, które nie obrabiają na telefonie zdjęć, nie montują filmów czy nie grają w rozbudowane gry - wykonywanie tych czynności na 4,7 calowym ekranie jest mało komfortowe.
Urządzenie to jest ewenementem na rynku ponieważ łączy w sobie niską jak na Apple cenę, kompaktowy rozmiar oraz wydajny procesor. Wśród konkurencji trudno szukać urządzenia oferującego dostęp do tylu technologii, z tak wydajnym podzespołem, w tak małej obudowie. Przed zakupem warto jednak zastanowić się czy 4,7 calowy ekran nie będzie za mały - odpowiedź na to pytanie jest bardzo indywidualna i zależna od tego do jakich czynności wykorzystuje się telefon. Dla osób poszukujących niewielkiego smartfona, w rozsądnej cenie mającego pracować wydajnie przez kilka lat nie ma raczej lepszego wyboru
Pors
- Obecność NFC, bezprzewodowego ładowania oraz dualSIM, bluetooth 5.0
- Wydajny procesor
- Bardzo kompaktowy rozmiar i niska waga urządzenia
- Wodoszczelność potwierdzona certyfikatem iP67
- System iOS. Zapewnione aktualizacje przez co najmniej kilka lat
- Większe bezpieczeństwo
- Szybkie ładowanie - naładowanie 50% baterii trwa 30 minut
- Ogromna ilość akcesoriów
- W pełni funkcjonalny dostęp do ekosystemu Apple - a więc usługi takich jak iMessage, FaceTime, Apple Music, Apple TV+, Apple Arcade itp, Apple CarPlay. Wszystkie aplikacje z AppStore będą działać na tym telefonie, chociaż nie zawsze ich obsługa na małym ekranie będzie komfortowa.
- Urządzenia Apple dotychczas lepiej "trzymają cenę" tj. można było sprzedać je drożej, niż kupione w tym samym czasie i za podobne pieniądze urządzenia z Androidem.
Cons
- Mała bateria
- Brak technologii 5G
- Średniej jakości aparat, znacząco gorszy od urządzeń z Androidem sprzedawanych w podobnej cenie
- Brak ładowarki w zestawie, a kabel lightning dodawany w komplecie jest średniej jakości
- Port lightning zamiast usb-c utrudnia znalezienie kompatybilnej ładowarki. Brak złącza miniJack i przejściówki w zestawie
- Technologia dualSIM wymaga zastosowania jednej karty w formie eSIM - w Polsce taka opcja dostępna jest tylko w Orange i T-Mobile
- Obudowa z 2014 roku, a więc duże ramki otaczające ekran
- Wyświetlacz ma standardowe odświeżanie 60 Hz i nie ma HDR
- Gwarancja tylko 12 miesięcy
Od iPhone do iPhone czyli moje ostatnie 5 lat w świecie smartfonów
Ostatnim iPhone z jakiego korzystałem był 4 calowy iPhone 5S. Po tym gdy Apple zaprezentowało większe urządzenia, na wskutek buntu przeciwko polityce cenowej tej firmy, która sprawiła, że urządzenia te stały w naszym kraju znacząco droższe zrezygnowałem na wiele lat z posiadania telefonu z iOS. W ubiegłym roku ku własnemu zaskoczeniu, musiałem jednak przed sobą przyznać, że przyjemniej korzysta mi się z iPhone i moja karta SIM wylądowała właśnie w tym smartfonie. Czas podzielić się więc jego recenzją, połączoną z przemyśleniami dotyczącymi mojego powrotu do telefonu Apple.
Moja przygoda z urządzeniami Apple zaczęła się od próby udowodnienia, że urządzenia z Androidem są lepsze. W lipcu 2011 roku kupiłem byłem bardzo szczęśliwym posiadaczem topowego wtedy Samsunga Galaxy SII i zaliczałem się do osób krytykujących dużo bardziej restrykcyjną politykę Apple. iPada 2 kupiłem z założeniem, że urządzenie to posłuży mi do wskazania ile mniej może użytkownik iOS niż Androida. Stało się jednak coś zupełnie przeciwnego – iOS swoją prostotą i wygodą użytkowania zaskoczył mnie do tego stopnia, że rok później zrezygnowałem z Samsunga na rzecz iPhone 5 i na chwilę niemal całkowicie „zamknąłem się” w ekosystemie urządzeń Apple. W świecie Androida zdenerwował mnie panujący tam bałagan, który co prawda umożliwiał niezależnym deweloperom całkowitą swobodę działania, jednakże w wielu obszarach mocno komplikował codzienną obsługę telefonu. Przypominam, że był to 2011 rok, a więc czas gdy Samsung dopiero rozgrzewał się na rynku topowych smartfonów, a Apple w tym czasie miał już 4 generacje zaprezentowanych urządzeń i dopracowywał 5 wersję systemu iOS.
iOS urzekł mnie właśnie prostotą i wygodą obsługi, większą ilością ciekawych aplikacji dostępnych w AppStore oraz dostępnością aktualizacji systemowych, które wtedy w świecie Androida były rzadkością. Co więc sprawiło, że po czterech latach i dwóch generacjach posiadanych iPhone’ów rozstałem się z tym systemem? Jak pisałem na wstępie była to przede wszystkim cena – Tim Cook to człowiek, którego nazywałem wtedy największym skąpcem na świecie, prezentując iPhone 6 zmienił nieco politykę cenową. Nowy telefon występował w konfiguracji 16GB, 64GB i 128GB. Brak wersji 32GB nie był przypadkiem – miało to skłaniać użytkowników do dopłacenia raptem 100$ do wersji z aż 4 krotnie większą pojemnością. W połączeniu z faktem iż wedle przeliczników Apple 100$ równe jest 100€+VAT, odebrałem to jako próbę wyciągnięcia ode mnie kilkuset złotych więcej niż planowałem wydać na telefon. Po premierze iPhone 6, kupiłem iPhone 5s, dostępnego jeszcze w normalnej wersji cenowej, a po dwóch latach bez żalu zamieniłem go na średnio półkowego Honora, kosztującego mniej niż 1/3 tego co nowy telefon od Apple.
W czasie kiedy zrezygnowałem z Androida do czasu gdy wróciłem do niego ponownie na rynku pojawiły się niezliczone urządzenia z tym systemem. Jednocześnie Google wzięło się mocno do optymalizacji działania swojego oprogramowania, a moc obliczeniowa procesorów w smartfonach znacząco wzrosła. Dzięki temu nawet urządzenia ze średniej półki obsługuje się komfortowo i mogą sprostać nawet wymagającym użytkownikom, do jakich z pewnością ja się zaliczam. Na rynku pojawiło się wielu nowych producentów smartfonów, co doprowadziło także do wojny cenowej, która z pewnością korzystana jest z perspektywy klientów. Tym samym wtedy i dziś telefony kosztujące ułamek ceny iPhone, nie odstępują mu już szybkością obsługi.
Od tego czasu korzystałem z licznych smartfonów z Androidem. Honora zastąpiłem topowym Galaxy S7, by znów wrócić do średniej półki i modelu A8, który urzekł mnie obsługą dwóch kart SIM i naprawdę elegancką obudową. Potem była jeszcze tańsza Motorola G7, a następnie OnePlus 7T. Chyba niczego nie pominąłem.
iPhone wpadł mi w ręce przez przypadek – w czasie pierwszego lockdownu znajomy utknął za granicą z powodu kwarantanny i nie mógł odebrać zamówionego dla siebie w X-KOMie telefonu. Poprosił mnie abym go odebrał i pozwolił mi przez ten czas go poużywać. Przyznaję, że bardzo urzekł mnie jego naprawdę kompaktowy jak na dzisiejsze czasy rozmiar. Porównując go z ogromnym moim OnePlusem 7T, iP SE można spokojnie obsługiwać jedną dłonią, a na 4,7 calowym ekranie mieści się sporo treści.
Warto abym w tym miejscu wskazał do czego dziś wykorzystuję telefon. W przeciwieństwie do siebie sprzed kilku lat, nie staram się dziś na siłę zastąpić nim komputera. Do edycji zdjęć dużo wygodniejszy jest Photoshop, a nie różnorakie mobilne aplikacje, natomiast z uwagi, że mobilny Office nigdy nie zastąpi tego desktopowego, już nawet nie instaluję go w telefonach. Smartfon to dziś dla mnie narzędzie do konsumpcji internetu, gdy nie jestem aktualnie przed laptopem, a więc czytania artykułów z Internecie i oglądania bądź słuchania YouTube (dzięki temu, że Google udostępnił wreszcie w Polsce YouTube Premium, mogę w końcu wygasić ekran i słuchać prezentowanych tam treści. Z racji tego, że głównie odtwarzam tam muzykę i naukowe treści, sam dźwięk jest w większości wystarczający). W takim zastosowaniu 4,7 calowy ekran spisuje się znakomicie – wszystkie strony są dziś responsywne, więc czytając nawet długie artykuły po prostu je przewijam, co musiałbym robić niezależnie od wielkości ekranu.
I przyznaję, że kompaktowym rozmiarem iPhone mnie urzekł. Zastanawiałem się wtedy nad rozdzieleniem telefonu firmowego od prywatnego, ale nie chciałem nosić przy sobie dwóch wielkich smartfonów. Rynek urządzeń z Androidem zdominowały dziś niemal całkowicie urządzenia w rozmiarze około sześciu cali. Zaprezentowany iPhone SE (2020) był więc ewenementem – w kompaktowej obudowie znajduje się topowy procesor, gwarantujący szybką pracę nie tylko dziś, ale jak to w przypadku urządzeń Apple bywa zapewne przez kilka lat. Dodatkowo wreszcie cena tego urządzenia nie zwalała z nóg – oczywiście konkurencja wciąż oferuje sprzęty z atrakcyjniejszymi podzespołami, lepszym aparatem w dużo niższej cenie. Patrząc jednakże z perspektywy klienta Apple, już od dawna nie było okazji by kupić iPhone zaraz po premierze, z oficjalnego sklepu, z najmocniejszym dostępnym wtedy procesorem, za 2200 zł. No i wersje dyskowe nie są stworzone w taki sposób by zmusić mnie do zakupu droższej wersji. Uległem… iPhone SE (2020) wylądował w mojej kieszeni z założeniem, że będzie to drugi, firmowy telefon.
Wróciłem do iOS po kilku latach przerwy. Gdy rozstawałem się z iPhone, iOS był w wersji bodajże 8-smej, a niedługo pojawi się wersja 15-sta. Pomimo tego gdy sięgnąłem po tak długim czasie po iPhone, zaskoczyłem się tym, jak szybko się do niego przyzwyczaiłem. Filozofia obsługi pozostała niemalże bez zmian, interfejs jest niemal taki jak był kilka lat temu. Największej zmiany doczekał się górny pasek z powiadomieniami, nie ma już w nim widgetów (tak kiedyś były!). Dużo trudniej było mi niekiedy przestawić się do różnych nakładek graficznych, gdy zmieniałem Androida na urządzenie innego producenta.
iPhone SE w przeciwieństwie do wszystkich innych, które są w ofercie tej firmy wyposażony jest w czytnik linii papilarnych, a nie posiada opcji odblokowywania twarzą. Dodatkowo jego obudowa jest zbliżona do tej jaka była w iPhone 5s. iPhone X i nowsze mają ekran sięgający do dolnej krawędzi, więc ich obsługa jest trochę inna, gdyż nie mają one już klasycznego przycisku Home.
Jeszcze przyjemniejszego odczucia doznałem gdy zalogowałem się do AppStore. Od razu zaobserwowałem, że panuje tam większy porządek, który sprawia, że łatwiej dotrzeć do ciekawych aplikacji. Pomimo dominacji systemu Google, wciąż w AppStore są ciekawe smaczki dostępne tylko tam. Pobrałem kilka ciekawych notatników, pozwalających mi wygodniej niż w Google Keep zapisywać bieżące pomysły.
W ubiegłym roku Apple spełniło to czego oczekiwałem przez cały okres gdy poprzednio korzystałem z iPhone – można zmienić domyślna przeglądarkę! Dla większości to nic wielkiego, a ja przez lata denerwowałem się, gdy klikając na otrzymany przez WhatsApp czy w wiadomości e-mail link iPhone ładował stronę w Safari zamiast w Chrome. I nie można było tego w żaden sposób zmienić! Przeglądarka Google jest głównym narzędziem z którego korzystam, mam tam zgromadzoną bogatą kolekcję zakładek, które regularnie poszerzam od interesujące strony. Bardzo cenię sobie synchronizację ich pomiędzy urządzeniami, sprawiającą, że dodany na telefonie link, widzę od razu na komputerze.
Od czasu gdy Chrome mogło być domyślną przeglądarką, nie uruchomiłem Safari ani razu.
iOS towarzyszył mi niemal równo z Androidem. Po kilku miesiącach takiego użytkowania uświadomiłem sobie, że… gdy mam do dyspozycji oba te urządzenia, zdecydowanie częściej wybieram iPhone. Stało się to niemalże podświadomie i poza większą intuicyjnością systemu Apple, uświadomiłem sobie, że iPhone lepiej leży w dłoni, a większość czynności wykonuję na nim szybciej. Także mniejsza klawiatura nie zmieniła tego stanu – być może wpływ na to ma fakt, że nie piszę już na telefonie tyle co kiedyś.
W przeciwieństwie do OnePlusa iPhone ma wyraźnie gorszy aparat. Zdjęcia oglądane na ekranie komputera prezentują się znacząco gorzej, niż te które zrobiłem drugim smartfonem. Z drugiej strony jednak znowu pojawia się wspomniany już aspekt – iPhone trzyma mi się pewniej w ręce, co z pewnością wpływało na to, że mając oba te telefony, podświadomie wybierałem ten od Apple. A z uwagi na to, że większość zdjęć wykonuję po to by wysłać znajomym przez WhatsAppa czy inne komunikatory, ich perfekcyjna jakość nie jest aż tak istotna.
iPhone SE sprawił też, że mój portfel coraz częściej zostaje w domu… no dobra, tak nie jest, z przyzwyczajenia zwykle zabieram go ze sobą, ale z pewnością żadnej wyciągam z kieszeni. Głównie przyczyniło się do tego Apple Pay, które przekonało mnie do siebie tym, że płatności powyżej 100 zł akceptuję za pomocą skanera linii papilarnych, a nie pinem jak w przypadku wykorzystania zwykłej karty. Przyśpiesza to dokonywanie transakcji, jest także bezpieczniejsze. Tak wiem, że opcja ta od niedawna jest także w Androidzie. W iPhone prościej wybiera się kartę którą chce użyć się do dokonania płatności.
Niestety o baterii nie mogę powiedzieć tyle dobrego. Kilka godzin intensywnego użytkowania to wszystko co może zaoferować ten sprzęt. To znaczący minus, w porównaniu do phabletów z Androidem, które mimo intensywnego użytkowania w większości mogły bez ładowania pracować cały dzień. Ciężko powiedzieć czy to wina Apple, czy praw fizyki, ale bateria w tym urządzeniu jest znacząco mniejsza i jest to odczuwalne. Sytuację trochę łagodzi opcja szybkiego ładowania, co pozwala w ciągu pół godziny naładować telefon od 0 do 50%.
Co jeszcze dostrzegłem wracając do iPhone, na co kiedyś nie zwracałem uwagi? Do iPhone znaleźć można znacząco większą ilość etui, obudów itp. Z uwagi na to, że do tego telefonu, pasują wszystkie te od modelu iPhone 6 i nowszych, przez 7 lat odkąd urządzenia w tej bryle dostępne są na rynku, pojawiła się ogromna liczba kompatybilnych z nimi akcesoriów. Myślę, że nie skłamię gdy stwierdzę, że nie ma drugiego smartfona z tak szerokim wyborem dodatków. To oczywiście mało istotny aspekt, ale przyznaje, że fajnie jest od czasu do czasu zmienić to w czym trzyma się komórkę – przez chwilę doświadcza się uczucia jakby miało się nowy telefon 🙂
iPhone SE (2020) nie jest w żadnym wypadku idealnym urządzeniem. Dużo mu do tego miana brakuje, a konkurencja z Androidem pod względem stosunku wydajności do ceny wypada znacznie lepiej. Muszę jednak obiektywnie zakończyć tę historię, (która miała być pierwotnie recenzją) tym co zaskoczyło także i mnie: po pewnym czasie zrozumiałem, że nie warto oszukiwać samego siebie i… moja główna karta trafiła do iPhone, co ważne nie zamiast, a obok firmowego numeru. Podróżowanie z dwoma smarfonami stało się po pewnym czasie męczące, zwłaszcza, gdy korzystałem w większości tylko z jednego z nich. Komfort noszenia przy sobie lekkiego i poręcznego urządzenia, sprawił, że ostatecznie rozstałem się z OnePlusem. I stało się to samoistnie, zupełnie nie planowałem takiego scenariusza. Obawiam się moja ucieczka od wielkich ekranów to jednak wyjątek i następca łączący w sobie kompaktowy rozmiar i akceptowalną cenę może się już nie pojawić. Ani u Apple, ani nigdzie indziej.






